Feminizm święci triumfy we wszystkich dziedzinach życia. Przeglądając różne sesje ślubne, zauważyłam, że feministyczne macki dotarły również i tam. To bardzo optymistyczny syndrom dla dzisiejszej kobiety wyzwolonej, czy jednak idzie on w parze z estetycznymi walorami, jakie wykazują sesje ślubne? Niestety nie zawsze. Szokujące są do prawdy pomysły fotografów, którzy chcą za wszelką cenę przełamywać stereotypy. Nie powinny nas już dzisiaj właściwie dziwić sesje ślubne, na których Panna Młoda trzyma na rękach swojego męża, siedzi za kierownicą samochodu czy inne fotografie odwracające popularne schematy. Szczytem inwencji i konsekwencji w zakresie owej nienawiści do stereotypu było dla mnie ujrzenie na jednej z fotografii Panny Młodej pchającej samochód, za którego kierownicą siedział i uśmiechał się do obiektywu Pan Młody. Pomysłowość niebywała. Odwaga prawdziwa – zarówno fotografa, jak i Pary Młodej. Czy jednak sesje ślubne w ten sposób nie tracą czegoś, co było w nich takie ważne? Specyficznego i niepowtarzalnego nastroju ciepła? Aż strach prorokować, co pomyślą wnuki dzisiejszych młodych par, gdy będą oglądać te sesje zdjęciowe, a moda na tak ostentacyjne i dość, trzeba przyznać, kiczowate odwracanie schematów przeminie. Takie "awangardowe" sesje ślubne może fascynować będą groteską?
Komentarze
Brak komentarzy